Home » Lalka anioła by Eduard Koczergin
Lalka anioła Eduard Koczergin

Lalka anioła

Eduard Koczergin

Published 2010
ISBN :
Paperback
226 pages
Enter the sum

 About the Book 

Lalka Anioła to zbiór opowiadań - momentami strasznych, momentami śmiesznych, zawsze ciekawych i pięknych.Niecodzienny autobiograficzny debiut literacki słynnego scenografa od razu stał się w Rosji bestsellerem.fragmenty:Był 1939 rok, gdy wreszcieMoreLalka Anioła to zbiór opowiadań - momentami strasznych, momentami śmiesznych, zawsze ciekawych i pięknych.Niecodzienny autobiograficzny debiut literacki słynnego scenografa od razu stał się w Rosji bestsellerem.fragmenty:Był 1939 rok, gdy wreszcie przemówiłem. Przemówiłem późną jesienią i wyłącznie po polsku. Przecież moja matka Bronia była Polką, a mój rosyjski ojciec siedział w Wielkim Domu za cybernetykę i szpiegostwo. Dotąd tylko się uśmiechałem, gdy próbowano ze mną rozmawiać, a zresztą - w ogóle uśmiechałem się więcej, niż było trzeba. Siedzę, wymazany wszystkim, czym tylko można, i uśmiecham się… Aż tu nagle mówię, i to dużo. Oczywiście, matka Bronia się ucieszyła i nawet wyprawiła polski obiad: z soczewicą, marchewką i z gośćmi. Następnego ranka przyszli po nią.Czy wiecie, czym jest sierociniec NKWD? Mnie zdarzyło się przebywać w kilku. Każdy dysponował jakąś osobliwością. Jeśli nie zwodzi mnie pamięć, do domu dziecka w mieście Mołotowa trafiłem w 1948 roku. Z Syberii uciekałem do swego Pitra w roku 1945. Uciekałem powoli, bo po drodzewciąż mnie zwijali - zazwyczaj dawałem się zwinąć jesienią, gdy robiło się chłodno i nadchodził czas nauki.Głód nie pyta, skąd masz jedzenie, więc przyparty do muru musiałem przypomnieć sobie niedawną biografię. Dobrzy ludzie zarekomendowali mnie pewnemu znanemu leningradzkiemu przestępcy, o wyrazistym przezwisku Marzenie Prokuratora, w charakterze pomagiera odbierającego kradzione. Polecający kazali stawić się pewnego dnia rano, w piętrowym starym domostwie, znajdującym się w podwórzu innego zrujnowanego domu, przy końcu ulicy Żeleznowodskiej. Miałem na parterze zapukać do drzwi po lewej stronie i zapytać o Aniutę. Jeśli kobiecy głos zapyta: „Jaką?”, mam odpowiedzieć: „Nieskalaną”. Pewnego październikowego dnia wszystko to wykonałem. Na hasło otworzyła mi drzwi całkiem młoda, niewysoka, miła z wyglądu kobietka. Dowiedziawszy się, że jestem smarkaczem z Piotrogrodzkiej Strony, od Szurki Wiecznej Kaurki, wpuściła mnie na metę. […] Do moich obowiązków należało porządkowanie i sortowanie wszystkiego, co brał kieszonkowiec i przynosili jego pomagierzy. Wszystko, co cenne, należało kłaść do oddzielnego worka. Pieniądze z portmonetek do skórzanej sakwy, którą dała Aniuta, a wszystkie opakowania (torebki, portmonetki itp.) - do innej. Pacany kolejno, co dziesięć, piętnaście minut, wytrząsały z kurtek talentem starego zdobyte portfele, portmonetki, torebki, zegarki, łańcuszki... Nie nadążałem z porządkowaniem takiej ilości zdobytych dóbr.Ludzie znający się na rzeczy dzielili panienki naszej Strony na kilka rodzajów, związanych z miejscem działalności albo z miejscem zamieszkania, z wiekiem albo specjalizacją, to jest z obsługiwanym środowiskiem. Dziewczyny rzeczne (inaczej dieszowki) obsługiwały flotę rzeczną - sezonową- czwanowki brało się spod restauracji Promorskaja, kooperatywki - przy Domu Kultury im. Promkooperacji- szkice i promokaszki, jasna sprawa - pracowały w Parku Lenina. Były jeszcze dziewczynki botaniczne, mieszkające na Wyspie Aptekarskiej, gdzie Piotr I miał swój apteczny ogród. Latem najtańsze dziewczyny zadowalały klientów w krzakach i zaroślach Wyspy Piotrowskiej. Nazywano je piotrowymi maczałkami. W tych czasach głównymi użytkownikami naszych piękności byli wojskowi i oficerowie marynarki. Potem dołączyli do nich pracownicy arteli i oczywiście obywatele przebywający w Pitrze na delegacji.Z moim niepozornym bohaterem poznałem się w połowie lat 60. ubiegłego stulecia, gdy jako scenograf w teatrze im. Wiery Komirssarżewskiej pracowałem przy spektaklu „Pan Puntilla i jego sługa Mutti” wg Bertolda Brechta - pierwszym za nowego szefa teatru Rubena Agamirzjana, Najbardziej interesujące w tej historii jest to, że akcja sztuki dzieje się w krainie Suomi, na dworze bogatego Fina. Przy oddawaniu w pracowniach teatru rysunków, szkiców i szablonów biadoliłem, że stolarzom przyjdzie wykonać meble po wiejsku, bez tradycyjnych u nas łączących listew, wstawiając za to i przytwierdzając nogi stołów, ław i krzeseł z nieokorowanych okrąglaków, wprost do blatów i siedzeń. Stary i doświadczony kierownik stolarni teatralnej Iwan Gierasimowicz Gierasimienko rozwiał te wątpliwości: „Pańskie czuchońskie meble wykona najprawdziwszy Czuchoniec-Weps”. I - podprowadzając mnie do chudziutkiego, niewysokiego człowieczka, o skierowanym w dół spojrzeniu winowajcy - przedstawił mi go: „Oto ma pan naszego starofińskiego Iwana, proszę powiedzieć mu, czego pan chce”. Zauważyłem, że stolarz nie miał palców: w prawej dłoni brakowało dwóch, a w lewej - jednego. „Ciekawe, jak on sobie poradzi z tą robotą?” - spytałem wprost kierownika. Ten zażartował: „Pozostałych palców akurat mu wystarczy, a niepotrzebne odrąbał”.